Media o niepełnosprawnych cz. 3: Pokonać paraliż

W obliczu poważnej kontuzji znanych sportowców wiele osób śle w ich kierunku słowa wsparcia oraz dodaje im otuchy w walce o powrót do pełnej sprawności. W wyniku urazu nie mogą oni wykonywać swojej pracy, jednak jeszcze ważniejszym jest fakt, że nie mogą robić tego, co tak bardzo kochają – uprawiać swojej dyscypliny sportu. Ale przecież zawodowcy są takimi samymi ludźmi, jak wszyscy pozostali. Czy dramat Darcy’ego Warda, australijskiego żużlowca zielonogórskiego Falubazu, który w sierpniu w trakcie zawodów uległ wypadkowi skutkującemu przerwaniem rdzenia kręgowego różni się czymkolwiek od przypadku Adama Fritza, anonimowego Amerykanina, który paraliżu kończyn dolnych doznał również na skutek wypadku motocyklowego przed pięcioma laty?

Są to praktycznie takie same sytuacje, z tym, że Ward jest znanym na całym świecie sportowcem, stąd i okazywane mu wsparcie pochodzi z wielu kierunków i od wielu często obcych mu ludzi. Tymczasem Fritz, jak wielu innych tzw. „zwykłych ludzi”, może w tym zakresie liczyć wyłącznie na rodzinę i najbliższych znajomych. I na lekarzy Kalifornijskiego Uniwersytetu w Irvine, dzięki którym po pięciu latach paraliżu i poruszania się na wózku mógł wykonać kilka kroków przy pomocy wspierającego gorsetu ortopedycznego oraz specjalnego balkonika rehabilitacyjnego. Udało mu się pokonać dokładnie 3 metry i 66 centymetrów, co zarejestrowała kamera lekarska, a nagranie obiegło cały świat, niosąc nadzieję wielu sparaliżowanym. W jaki sposób w ogóle do tego doszło?

sparaliżowany Adam Fritz wstał i chodził

Kadr z nagrania z kamery lekarskiej, na którym widać kroczącego Fritza (materiał dostępny pod adresem: http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/przelom-w-medycynie-sparalizowany-mezczyzna-stanal-na-nogach-i-ruszyl-o-wlasnych-silach,580395.html)

Około rok temu głośno zrobiło się o sukcesie polskich ortopedów z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, którzy przywrócili sparaliżowanemu Dariuszowi Fidykowi czucie w nogach przy pomocy glejowych komórek węchowych. Amerykanie poszli w zupełnie odmiennym kierunku – wszczepili pacjentowi diody do mózgu, które następnie połączyli specjalnym przewodem z jego kolanami. W ten sposób impuls z mózgu docierał do kolan, umożliwiając poruszanie kończynami. Oczywiście, to nie to samo, co chodzenie o sile wyłącznie własnych mięśni, a sam dystans nie należy do imponujących, daje jednak ogromną nadzieję na przyszłość, a lekarzom również motywację do dalszej pracy, by ostatecznie wynaleźć skuteczną metodę przywracania sparaliżowanym pacjentom władzy w nogach.

Pozdrawiamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Zaznaczone pola są obowiązkowe *

*