Niepełnosprawni też bywają „ludźmi z żelaza”

Zawody triathlonowe ironman to jedno z największych wyzwań dla ludzkiego organizmu. Połączenie 3,86 km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze oraz maratońskiego dystansu biegowego (42,195 km) stanowi drakońską, zdaniem wielu nadludzką dawkę wysiłku, na którą gotowi są bardzo nieliczni. Ale wśród współczesnych herosów są również tacy, którzy zasługują na szczególne słowa uznania. To osoby, które swój wysiłek dedykują niepełnosprawnym członkom swoich rodzin, by w ten sposób spełnić ich marzenie oraz zapewnić o swoim wsparciu i miłości. Mało tego, jeszcze podnoszą poziom trudności konkurencji, startując w niej razem z … poruszającymi się na wózkach inwalidzkich krewnymi. Ci zaś wykazują się nie mniejszym bohaterstwem, mimo choroby realizując swoje marzenia.

Od piątku na ekranach polskich kin możemy oglądać francuski film „Ze wszystkich sił”. Opowiada on historię Juliena, osiemnastolatka cierpiącego na mózgowe porażenie dziecięce, który mimo zdrowotnych ograniczeń nie zamierza rezygnować z realizacji swoich marzeń. Podobnie jak w przypadku pełnosprawnych rówieśników, chłopak chciałby żyć pełnią życia. I odzyskać ojca, który przez te wszystkie lata nie potrafił pogodzić się z niepełnosprawnością syna, a przez to pozostawał na uboczu jego życia. Julien wpada na nietypowy, odważny i dość szalony pomysł – namawia ojca, by razem wystartowali w zawodach ironman w Nicei. Paul będzie biegł i jechał pchając przed sobą wózek inwalidzki z synem oraz ciągnął go w specjalnym pontonie podczas odcinka pływackiego.

Takie rzeczy tylko w filmie? Otóż nie. Najsłynniejszym duetem tego typu, z którego historii mógł zaczerpnąć reżyser Nils Tavernier jest amerykański Team Hoyt, czyli Dick (ojciec) i Rick (syn) Hoyt. Podobnie jak w filmowej opowieści, cierpiący na MPD Rick namówił ojca, by wspólnie wystartowali w biegu dla sparaliżowanego gracza szkolnej drużyny lacrosse. Po tym starcie młodszy z Hoyt’ów stwierdził, że w trakcie biegu nie czuł swojej niepełnosprawności. Kochającemu ojcu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Pojawiły się kolejne starty: biegi długodystansowe, maratony, potem również triathlon, aż wreszcie ironman. Bieganie stało się hobby teamu Hoyt’ów. Ich ostatnim startem był zeszłoroczny maraton bostoński – jeden z najbardziej prestiżowych biegów na tym dystansie, który pokonali po raz 32. W trakcie swojej kariery wzięli udział w ponad 1100 zawodach, w tym 72 maratonach i 6 wyścigach ironman. Z historią Teamu Hoyt, opowiedzianą przez Dicka, możemy się zapoznać na łamach książki „Oddany. Opowieść o miłości ojca do syna”.

Ale czy na takie poświęcenie stać wyłącznie osoby dorosłe? Okazuje się, że nie. 8-letniego Noah łączy tak silna więź z 2 lata młodszym, niepełnosprawnym bratem Lucasem (cierpiącym na rzadką przypadłość, zwaną gładkomózgowiem), że postanowił wraz z nim wziąć udział w zawodach triatlonowych. W czerwcu ubiegłego roku świat obiegły zdjęcia z tego niezwykłego wyczynu młodych Amerykanów. Dystans był oczywiście dostosowany do wieku Noah – 200 metrów pływania, 5 km jazdy na rowerze, a na koniec 1,5 km biegu, jednak panujący tego dnia skwar dodatkowo utrudniał i tak niełatwe zadanie. Jednak braterska miłość zwyciężyła i chłopcom udało się ukończyć wyścig. I może nie był to klasyczny ironman, jednak z pewnością obaj zasłużyli na miano „ludzi z żelaza” (więcej na temat Noah i Lucasa tutaj).

Powyższe przykłady pokazują, jak wielka jest siła miłości, a z drugiej strony udowadniają, że gdy tylko nie brakuje chęci, niemożliwe nie istnieje. I nawet osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich, również dzieci, mogą przebiec maraton czy pokonać morderczą trasę triathlonu ironman.

Pozdrawiamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Zaznaczone pola są obowiązkowe *

*